czwartek, 9 stycznia 2014

Pięć kątów i jeden róg

Sześć kątów to dokumentacja mojej walki z własnym pokojem. Pokojem, który obecnie jest zbieraniną kompletnie niepasujących do siebie rzeczy. W trakcie pierdyliarda mniejszych i większych remontów musiałam wiecznie iść na kompromis typu wymarzony regał w kolorze znienawidzonego kupodrewna, tak żeby mniej-więcej pasował do pozostałych mebli. Stwierdziłam, że dość. Na rok 2014 założyłam sobie cel - remont numer pierdyliard jeden bez żadnych kompromisów, dokładnie tak, jak chcę i do tego w minimalnym (czyli praktycznie zerowym) budżecie.
Blog jest, bo blog być musi. Baba z wrodzonym słomianym zapałem musi mieć nad sobą bat, żeby nie rzucić wszystkim w połowie i nie żyć w jeszcze większym bajzlu niż obecnie. Wersalu tu niestety nie będzie, mimo, że pewnie bym chciała. Będzie wylewanie frustracji, bajzlowy ekshibicjonizm, trochę inspiracji i sobie-zapiszę-bo-zapomnę, wklejanie zakupów, podliczanie kosztów i ze względu na budżet mam nadzieję sporo moich własnych (i podpatrzonych) zrób-to-samów. Będę tak długo dłubać, aż wydłubię miejsce, którego nie będę się wstydzić i w którym dobrze mi się będzie mieszkać.
Ma być monochromatycznie, surowo i minimalistycznie. Do dyspozycji mam 11,5m2 podłogi, o takie o: